
STORM 2027
24 września, 2026
RIDLEY KANZO FAST
29 września, 2026W ostatnich tygodniach mieliśmy okazję zobaczyć kilka kolekcji rowerowych przygotowanych już na sezon 2027. Były prezentacje, rozmowy z producentami, nowe modele, nowe napędy i oczywiście zapewnienia, że właśnie to najnowsze rozwiązanie zmieni rynek na zawsze. Jak co roku.
Kiedy jednak odłożymy marketing na bok i spokojnie przyjrzymy się temu, co pokazują producenci, zaczyna być widać kilka naprawdę ciekawych zmian.
Najważniejsza jest chyba taka, że rower przestaje być już tylko ramą, dwoma kołami i przerzutką.
Szczególnie w świecie e-bike’ów zaczynamy trochę wchodzić w motoryzację. Mamy elektronikę, aplikacje, aktualizacje oprogramowania, diagnostykę, zabezpieczenia, automatyczne przełożenia i coraz bardziej rozbudowane systemy sterowania.
Jeszcze trochę i przed pierwszą jazdą będziemy sprawdzali nie tylko ciśnienie w oponach, ale również, czy rower ma aktualne oprogramowanie.
A mówiąc już całkiem poważnie, sezon 2027 zapowiada się naprawdę ciekawie.
E-bike już nikogo nie dziwi
Jeszcze kilka lat temu klient wchodzący do sklepu często mówił:
„Rower elektryczny? Nie, dziękuję. Jeszcze mam siłę pedałować”.
Dzisiaj słyszymy to zdecydowanie rzadziej.
E-bike przestaje być postrzegany jako rower dla kogoś, kto nie daje rady. Coraz częściej jest po prostu kolejnym rodzajem roweru.
Możemy pojechać dalej, zrobić większą trasę, jeździć razem z osobą o zupełnie innej kondycji albo wykorzystać rower do codziennych dojazdów.
W przypadku e-MTB możemy natomiast robić rzeczy, o których jeszcze kilka lat temu w rowerach elektrycznych nawet byśmy nie pomyśleli.
Producenci doskonale to widzą.
Wojna na niutonometry trwa
Jeszcze niedawno 85 Nm robiło wrażenie.
Potem pojawiło się 100 Nm.
Następnie 120 Nm.
Teraz mamy konstrukcje deklarujące około 150 Nm.
Jednym z przykładów jest Avinox M2S, czyli kolejny etap rozwoju systemu, który w bardzo krótkim czasie zrobił sporo zamieszania na rynku e-bike.
I tutaj zaczyna robić się ciekawie.
Możemy oczywiście zapytać, kiedy zobaczymy 180 albo 200 Nm.
Zapewne kiedyś zobaczymy. Pytanie tylko, czy rzeczywiście będziemy tego potrzebowali, czy po prostu dobrze będzie mieć większą liczbę w katalogu.
W sezonie 2027 coraz częściej będziemy chyba odchodzić od prostego myślenia:
więcej Nm = lepszy rower.
To trochę tak, jakby samochód wybierać wyłącznie na podstawie liczby koni mechanicznych.
Moc jest ważna. Ale równie ważne jest to, jak silnik tę moc oddaje, jak reaguje na nacisk na pedały, ile waży, ile zużywa energii i przede wszystkim, czy pasuje do naszego sposobu jazdy.
Dlatego na e-bike’u trzeba się po prostu przejechać.
Tabela parametrów wszystkiego nam nie powie.
Z jednej strony 150 Nm, z drugiej coraz lżejsze rowery
To chyba jeden z ciekawszych paradoksów obecnego rynku.
Jedni producenci mówią: więcej mocy.
Drudzy odpowiadają: mniej kilogramów.
I jedni, i drudzy mogą mieć rację.
W mocnym e-MTB ogromny moment obrotowy ma swoje zastosowanie. Natomiast w rowerze miejskim, trekkingowym czy rekreacyjnym klient może znacznie bardziej docenić rower, który jest lżejszy, prostszy i wygląda niemal jak klasyczna konstrukcja.
Bosch rozwija właśnie takie rozwiązania. Mniejsze baterie, bardziej kompaktowe jednostki i systemy, które można coraz lepiej zintegrować z rowerem.
Dlatego jedna z naszych prognoz na najbliższe lata jest bardzo prosta:
e-bike będzie coraz mniej wyglądał jak e-bike.
I chyba niewiele osób będzie za tymi wielkimi, ciężkimi konstrukcjami tęskniło.
Wielka bateria? Niekoniecznie
Przez kilka lat trwał również wyścig na pojemność akumulatorów.
500 Wh.
625 Wh.
750 Wh.
800 Wh.
Naturalnie pojawia się więc pytanie: co dalej?
1000 Wh? 1200 Wh? A może kiedyś bateria będzie większa od samego roweru?
W niektórych zastosowaniach duże akumulatory mają oczywiście sens.
Ale jednocześnie zaczynamy obserwować zupełnie przeciwny trend.
Producenci zaczynają zadawać bardzo rozsądne pytanie:
po co wozić ze sobą baterię, której przez większość czasu nie wykorzystujemy?
Duża bateria oznacza duży zasięg, ale oznacza również większą masę.
Dlatego w sezonie 2027 będziemy obserwowali dwa równoległe kierunki.
Duże akumulatory pozostaną w rowerach przeznaczonych do długich tras i mocnych e-MTB.
Natomiast w lekkich e-bike’ach będą pojawiały się mniejsze baterie i znacznie lżejsze konstrukcje.
Nie każdy przecież potrzebuje roweru przygotowanego do wyprawy przez pół kontynentu, żeby przejechać 40 kilometrów w niedzielę.
Rower zaczyna myśleć za nas
Tutaj robi się jeszcze ciekawiej.
Shimano rozwija system Q’AUTO, który może automatycznie dobierać przełożenie podczas jazdy.
Jedziemy, a rower analizuje sytuację i dobiera odpowiedni bieg.
Takie rozwiązania zaczynają pojawiać się nie tylko w e-bike’ach.
Dla części rowerowych tradycjonalistów może to brzmieć niemal jak zamach na ostatnią rzecz, którą człowiek mógł jeszcze zrobić na rowerze samodzielnie.
Spokojnie. Klasyczna przerzutka nigdzie nie znika.
Ale dla osoby wykorzystującej rower do miasta, rekreacji albo codziennych dojazdów automatyczna zmiana przełożeń może być po prostu bardzo wygodna.
Za kilka lat pytanie klienta:
„Ile ten rower ma biegów?”
może zostać zastąpione pytaniem:
„A ja muszę te biegi w ogóle zmieniać?”
Czy wszystko będzie elektroniczne?
Na szczęście nie.
Obok Di2, AXS, aplikacji i automatycznych przekładni nadal rozwijane są bardzo dobre napędy mechaniczne.
Dobrym przykładem jest SRAM Eagle 90 Transmission.
I prawdopodobnie właśnie tak będzie wyglądała najbliższa przyszłość.
Nie chodzi o to, żeby elektronikę montować wszędzie tylko dlatego, że technicznie jest to możliwe.
Elektronika ma sens tam, gdzie rzeczywiście coś poprawia.
Tam natomiast, gdzie najważniejsza jest prostota, trwałość i łatwy serwis, klasyczna mechanika jeszcze długo będzie miała się bardzo dobrze.
Nie każdy rower musi przecież prosić o ładowarkę.
Rowery robią się coraz „czystsze”
To było bardzo dobrze widać na prezentacjach kolekcji 2027.
Mniej widocznych przewodów.
Lepiej zintegrowane baterie.
Mniejsze wyświetlacze.
Prostsze sterowanie.
Ładniejsze i bardziej spójne ramy.
Coraz częściej patrzymy na rower elektryczny z kilku metrów i dopiero po chwili orientujemy się, że jest to e-bike.
I prawdopodobnie właśnie w tę stronę będzie zmierzał rynek.
Technologia będzie coraz bardziej zaawansowana, ale jednocześnie coraz mniej widoczna dla użytkownika.
Najlepsza technologia zaczyna być trochę jak dobry kelner. Jest wtedy, kiedy jej potrzebujemy, ale przez większość czasu nie zwracamy na nią uwagi.
A modeli? Jeszcze więcej
Po prezentacjach kolekcji 2027 możemy powiedzieć jedno:
na brak wyboru raczej narzekać nie będziemy.
Rowery dziecięce, miejskie, trekkingowe, MTB, gravele, lekkie e-bike’i, SUV-y, mocne fulle elektryczne…
Do tego różne baterie, silniki, geometrie, wyposażenie i ogromna liczba wersji kolorystycznych.
Kto widział naszą relację z prezentacji Storm 2027, ten wie, że słowo „kolorowo” nie jest tutaj przesadą.
I właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks.
Im większy mamy wybór, tym trudniej wybrać.
Kiedy mamy do wyboru trzy rowery, decyzja jest stosunkowo prosta.
Kiedy mamy trzydzieści podobnych modeli, zaczynamy czytać internet, oglądać filmy, porównywać tabelki i po dwóch wieczorach często wiemy mniej niż na początku.
Polska ma jeszcze sporo do nadrobienia w e-bike’ach
Polska jest jednym z ważniejszych producentów rowerów w Europie.
Jednocześnie udział rowerów elektrycznych jest u nas nadal niższy niż na najbardziej rozwiniętych rynkach Europy Zachodniej.
Dlatego uważamy, że największy wzrost popularności e-bike’ów w Polsce jest jeszcze przed nami.
Widzimy to zresztą nie tylko w raportach branżowych.
Widzimy to również w sklepie.
Klienci wiedzą o rowerach elektrycznych coraz więcej. Pytają już nie tylko o moc silnika i pojemność baterii.
Coraz częściej pytają o sposób oddawania mocy, możliwość diagnostyki, serwis, dostępność części czy aktualizacje.
I to jest bardzo dobra zmiana.
Jest jednak druga strona medalu
Rynek rowerowy nadal ma jeden poważny problem.
Ogromną presję cenową.
Po pandemicznym boomie zostało dużo rowerów, rozpoczęły się wyprzedaże, a klient szybko przyzwyczaił się do rabatów.
Do tego dochodzi coraz większa liczba marek oraz mocna konkurencja dużych platform internetowych.
W sezonie 2027 nadal będziemy więc oglądać promocje.
Tylko że przy coraz bardziej skomplikowanych e-bike’ach pojawia się ważne pytanie:
czy najniższa cena zakupu rzeczywiście oznacza najtańszy rower?
Jeżeli później pojawi się problem z elektroniką, baterią, silnikiem albo gwarancją, odpowiedź może już nie być taka oczywista.
Czasami kilka procent zaoszczędzonych przy zakupie potrafi bardzo szybko zmienić się w kilka telefonów, przesyłkę kurierską i długie oczekiwanie na rozwiązanie problemu.
Tabelka w internecie mówi coraz mniej
Kiedyś można było porównać dwa rowery:
Shimano czy SRAM?
Deore czy XT?
500 czy 625 Wh?
Aluminium czy karbon?
I właściwie mieliśmy już jakiś obraz sytuacji.
Dzisiaj przy e-bike’u trzeba do tego dołożyć charakterystykę silnika, oprogramowanie, baterię, możliwość aktualizacji, aplikację, diagnostykę, dostępność części, serwis i obsługę gwarancyjną.
A przede wszystkim geometrię i to, jak ten rower rzeczywiście jeździ.
Dlatego dwa e-bike’i mające na papierze bardzo podobne parametry mogą na trasie zachowywać się zupełnie inaczej.
Można przeczytać piętnaście testów, obejrzeć dwadzieścia filmów i zrobić arkusz kalkulacyjny z trzydziestoma parametrami.
A później wystarczy pięć minut jazdy i już wiemy, że chcemy zupełnie inny rower.
Dlatego powtarzamy:
najpierw się przejedź.
Jaki więc będzie sezon rowerowy 2027?
Naszym zdaniem bardzo ciekawy.
Będzie więcej e-bike’ów.
Będzie więcej elektroniki.
Pojawi się więcej automatyzacji.
Silniki będą mocniejsze, ale jednocześnie rowery będą lżejsze.
Baterie będą większe i jednocześnie mniejsze. Wszystko zależnie od tego, do czego konkretny rower został zaprojektowany.
Technologia będzie coraz bardziej zaawansowana, ale producenci będą próbowali coraz lepiej ją ukrywać.
A klient będzie miał jeszcze większy wybór.
I właśnie dlatego, trochę paradoksalnie, rola dobrego sklepu rowerowego może być jeszcze większa niż kiedyś.
Bo naszym zadaniem nie jest postawić przed klientem 50 rowerów i powiedzieć:
„Proszę sobie coś wybrać”.
Naszym zadaniem jest najpierw zapytać:
Gdzie jeździsz? Jak jeździsz? Ile jeździsz? Czego oczekujesz od roweru?
A dopiero później wybrać kilka modeli, na których naprawdę warto się przejechać.
W BikeForYou właśnie dlatego jeździmy na prezentacje nowych kolekcji, oglądamy rowery, rozmawiamy z producentami i sprawdzamy nowe rozwiązania.
Bo nie wszystko, co nowe, automatycznie jest lepsze.
Nie wszystko, co ma więcej watów i niutonometrów, automatycznie lepiej jeździ.
I nie każdy potrzebuje roweru, który ma więcej elektroniki niż jego pierwszy samochód.
Najpierw przyjdź. Porozmawiajmy. Przejedź się. A później wybierz rower.
Bo patrząc na to, co producenci przygotowali na sezon 2027, jedno możemy powiedzieć już teraz:
nudno na pewno nie będzie.
BikeForYou | Piotrków Trybunalski
Rowery • E-bike • Akcesoria • Serwis





